piątek, 28 lutego 2014

Ostatki

6 komentarzy:
Dzień dobry!

  Jak dobrze, że dzisiaj piątek, prawda?? :) Cieszę się, bo jestem taka niewyspana, że coś strasznego... Poza tym jutro są ostatki, więc trzeba jakoś zaszaleć ;) Co prawda, na żadną imprezę raczej się nie wybieramy, ale są inne sposoby na szaleństwo... Moja propozycja na pożegnanie karnawału to... pyszny deser lodowy!! Jest tak prosty i szybki w wykonaniu, że z pewnością przypadnie Wam do gustu. Zresztą jak już jeść lody, to najlepiej domowej roboty. Poza tym niedługo będzie lato, a lody w lato to przecież podstawa ;)
  
  Skład lodów jest bardzo prosty. Właściwie przepis nie jest zbyt precyzyjny i możecie go modyfikować w zależności od Waszych upodobań. Składniki, których ilość jest "ruchoma" to czekolada i bezy. 

Na 4 solidne porcje będziecie potrzebować:

- 0,5 litra śmietanki słodkiej 30%,
- kilka kostek gorzkiej czekolady,
- kilkanaście małych bez - ja zużyłam około pół opakowania, które widzicie na zdjęciu,
- 2 łyżki mocnego alkoholu, np. whiskey, rumu lub brandy.







  Śmietankę (zimną!) ubijamy na sztywną pianę. Następnie dodajemy 2 łyżki alkoholu, pokruszone bezy i czekoladę posiekaną na drobne kawałki lub startą na tarce o dużych oczkach i delikatnie mieszamy. Bezy powinny być pokruszone na dość duże kawałki, aby chrupały podczas jedzenia lodów ;) 
  Tak przygotowaną masę wlewamy do naczynia z przykrywką, wyłożonego wcześniej przezroczystą folią spożywczą. Folia ułatwi wyjmowanie gotowego deseru z pojemnika. Naczynie z masą wstawiamy do zamrażalnika na kilka godzin (aż całkiem zamarznie). 
  Gotowy deser nakładamy łyżką do pucharków lub kroimy nożem na grube plastry. Lody można także polać roztopioną, gorącą czekoladą (najlepiej gorzką). I gotowe!





  Dzięki temu, że śmietanka ubijana jest na pianę, to po zamrożeniu lody nie są twarde jak kamień ;) Wręcz przeciwnie - są bardzo puszyste i trochę jakby kruche. Z kolei słodycz pochodzi tylko z pokruszonych bez. Jednym zdaniem - te lody mają zdecydowanie mniej kalorii niż gotowe ze sklepu! Mimo, że jest w nich trochę bez i czekolady ;)

 Życzę Wam udanego weekendu ostatkowego!
Ja co najwyżej będę zażywać "rozrywki" przy tapetowaniu sypialni ;)
Ściskam mocno,
Aleksandra :)








poniedziałek, 24 lutego 2014

Wiosna = pastele + kwiaty

15 komentarzy:
Dzień dobry!

  Ciągle jestem na wiosennej fali ;) Trudno nie być, gdy słońce świeci tak często i temperatura zupełnie jak nie w lutym. W domu pozbyłam się chyba wszystkich zimowych akcentów i wyciągam teraz wszystko co kojarzy się z wiosną. W związku z tym pojawia się sporo pasteli i oczywiście kwiaty :) Wczorajsza wizyta w pewnym markecie zaowocowała zakupem pięknej różyczki oraz znanej Wam zapewne Campanulli. Każdy kwiatek po 1,99 zł za sztukę. I jak tu nie brać? :)




Ulubione herbatki :)


Te piękne, intensywne fiolety przywodzą mi na myśl Indie i barwne stroje hinduskich kobiet :) 

 
 W najbliższy weekend planuję rozpocząć tapetowanie sypialni. Trochę się obawiam jak mi pójdzie... Może ktoś z Was chciałby mi pomóc? :) A może ktoś z Was ma też pożyczyć gumowy wałek do tapetowania? 

Pozdrawiam ciepło i oczywiście wiosennie,
Aleksandra







środa, 19 lutego 2014

Shake z kaszy jaglanej

9 komentarzy:
Kochani,

  Pod wczorajszym postem pojawiło się kilka pytań, o to jak zrobić shake z kaszy jaglanej. W związku z tym wrzucam Wam mój przepis na ten zdrowy smakołyk. Oryginalny przepis znajdziecie na stronie jadlonomia.com. Moja wersja jest nieco zmodyfikowana ;) 


  Składniki:

- szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
- szklanka malin mrożonych (mogą być także inne owoce jagodowe)
- 2 szklanki mleka (może być także sojowe, migdałowe lub owsiane)
- 10 daktyli
- 1 banan

Sposób wykonania:

- daktyle namaczamy we wrzątku przez 15 minut, a następnie odlewamy,
- kaszę wrzucamy do wysokiego naczynia, dodajemy najpierw jedna szklankę mleka i zaczynamy miksować. Jeśli wlejemy całe mleko na raz, to nie uda nam się idealnie zmiksować kaszy i w koktajlu wyczuwalne będą jej ziarenka,
- dodajemy drugą szklankę mleka, daktyle i banana, jeszcze raz miksujemy całość i gotowe!

Smacznego!

PS. Zanim ugotujemy kaszę, należy ją 3 - 4 razy przepłukać w zimnej wodzie, a następnie 2 - 3 razy we wrzątku. Pozbywamy się w ten sposób goryczki, jaką ta kasza posiada. Następnie gotujemy kaszę w dwa razy większej ilości wody (np. 1 szklanka kaszy, 2 szklanki wody) przez około 15 minut (aż wchłonie całą wodę). 




  O korzyściach z jedzenia kaszy jaglanej już kiedyś wspominałam. Poza tym tyle się o niej teraz mówi, że bez wątpienia coś słyszeliście :) Taki shake zapewni Wam dzienną porcję witamin i minerałów, ale także zadba o Waszą odporność. Jest słodki, ale nie ma w nim białego cukru, który odkłada się na bioderkach i brzuszku ;) Z pewnością będę tworzyć różne wersje tego koktajlu, aby nie znudził się zbyt szybko. 
Dajcie znać jakie są Wasze pomysły na ten koktajl!

Pozdrawiam ciepło,
Aleksandra






wtorek, 18 lutego 2014

Energetyki

5 komentarzy:
  Bynajmniej nie mam tu na myśli napojów energetyzujących ;) Chociaż w sumie kawę można do nich zaliczyć... Mam na myśli przedmioty i sytuacje, które każdego dnia dodają mi energii. Dzięki którym czuję się silniejsza i szczęśliwsza. W powietrzu czuć już zbliżającą się wiosnę i już samo to sprawia, że chce się żyć :) Inne moje energetyki to...

...przede wszystkim słońce, ale tak jest chyba w przypadku każdego z Nas :)


Poza tym - pyszna kawa, najlepiej w towarzystwie Ukochanej Osoby i czegoś słodkiego. Przy czym słodkości powinny być domowej roboty, bo wtedy radość jest jeszcze większa, szczególnie gdy Ukochany wcina, aż mu się uszy trzęsą ;)


Dobra książka również potrafi pozytywnie nastroić do życia. Na zdjęciu widzicie brulion Mimi i Zorkiego. Każdy z Was, kto miał go w ręce chociaż raz, wie ile pozytywnych emocji przekazują w nim autorzy.



Tych zdjeć chyba nie muszę komentować. My Kobiety kochamy kwiaty :)



I na koniec super energetyk, istna bomba witaminowa, czyli shake z kaszy jaglanej i owoców :) 
Pychotka!



A jakie są Wasze energetyki? Czekam na podpowiedzi :)

Pozdrawiam słonecznie i energetycznie,
Aleksandra


czwartek, 13 lutego 2014

Walentynkowe DIY

5 komentarzy:
Dzień dobry Kochan!

  Jutro Walentynki :) Świętujecie czy raczej nie? Ja świętuję, ale na swój sposób. Nie chodzimy do kina, ani do restauracji. Za to robimy sobie pyszne jedzonko, kupujemy dobre winko, zapalamy kilka świec i włączamy jakiś dobry film. Jedzonko zrobi Artur i będzie to sushi ;) Ja pewnie jak zawsze zrobię coś słodkiego. W tym roku, aby było bardziej kolorowo, ozdobię stół papierowymi gadżetami, z motywem amorków, serduszek i innych romantycznych wzorów ;) A co tam, raz się żyje! 
  Papierowe dekoracje znalazłam już chyba z rok temu, na stronie The Graphics Fairy Cratfs. Są wśród nich między innymi papierowe chorągiewki, zawieszki na butelki i okrągłe naklejki do dowolnego wykorzystania.
Wszystko znajdziecie na tej stronie: 
http://www.graphicsfairy-crafts.com/2013/01/valentines-printables-bottle-labels.html

 Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jak ja je wykorzystałam :)








Udanych Walentynek i miłego weekendu!
Aleksandra :)



środa, 12 lutego 2014

Projekt Recykling

7 komentarzy:
Witajcie moi Drodzy!

Dzisiaj będzie mowa o pomyśle, na który wpadłam całkiem niedawno i do udziału, w którym chciałabym Was gorąco zachęcić :) 
Mowa tutaj o....

PROJEKCIE RECYKLING 
2014



  Na plan, aby stworzyć taki projekt wpadałam niedługo po tym, jak przerobiłam kuchenne półki. Zaraz później nadeszła fala kolejnych pomysłów na niskobudżetowe przeróbki i dekoracje. Stwierdziłam, że fajnie by było się nimi z Wami podzielić  :) Postaram się więc raz na jakiś czas wrzucać na bloga posty z instrukcjami jak stworzyć coś z niczego :)
  Mam ogromną nadzieję, że PROJEKT RECYKLING przypadnie Wam do gustu :) Aby podkreślić chęć udziału w tej inicjatywie, możecie umieścić na swoim blogu takie zdjęcie:



Będzie mi miło jeśli zdjęcie podlinkujecie do tego posta :)

Tu zdjęcie w mniejszym formacie:


  

Dajmy starym przedmiotom nowe życie!

Pozdrawiam ciepło,
Aleksandra


poniedziałek, 10 lutego 2014

Półki w kuchni, czyli coś z niczego :)

13 komentarzy:
Dzień dobry :)

 Jeśli pamiętacie, moim tegorocznym postanowieniem było między innymi to, że za nim coś kupię, najpierw zastanowię się czy mogę zrobić to sama (patrz post: "Minimal plan"). Przyznam Wam, że ograniczony budżet naprawdę wyzwala pokłady kreatywności :) I w ten właśnie sposób, mój pracujący na najwyższych obrotach mózg wpadł na doskonały pomysł przerobienia półek w kuchni ;) 
  Półki, o których mowa, wyglądały tak:



  Narożne, wąskie i nieporęczne. Bez przerwy spadały z nich książki, a ustawione na nich przedmioty tworzyły chaos. Nijak nie dało się na nich wyeksponować kuchennych skorup :/ Jednak z początkiem tego roku, moja nienawiść do tych półek wzrosła do takiego stopnia, iż stwierdziłam że muszę coś z tym zrobić. I to szybko! W grę absolutnie nie wchodził zakup zupełnie nowych półek, ponieważ trzeba by było robić je na wymiar u stolarza, a jak wiadomo, to wcale nie jest to taki mały koszt. Wpadłam jednak na doskonały pomysł, żeby nowe półki wyciąć z boków tej starej. Wsporniki kupiłam w IKEA - 2 zł za sztukę ;) Razem z cięciem płyty w Castoramie, koszt całkowity wyniósł około 18 zł :) Oczywiście pomoc Męża bezcenna :* 




  Teraz mogę się cieszyć takimi półeczkami, z których książki nie spadają, a ustawione skorupy tworzą ładne i estetyczne kompozycje. W przyszłości zapewne wymienię je na białe (albo po prostu pomaluję), ale na razie cieszę się tymi :)



 Co Wy na to? Podoba się Wam? 
Mam nadzieję, że tak, ponieważ wraz z kolejnymi pomysłami na niskobudżetowe zmiany wpadłam na pewien pomysł... Ale o tym w kolejnym poście ;)
  Korzystając z okazji, że mowa o kuchni, pokażę Wam jeszcze chyba mój ulubiony kącik - ten z ekspresem do kawy :)





Na zdjęcie załapała się również moja wiecznie głodna Ślicznotka . Oczywiście czeka przy kuchennych szafkach na jedzonko ;)



I na koniec jeszcze mała zapowiedź kolejnych zmian... Muszę tylko znaleźć 2 wolne dni, żeby zrealizować ten plan ;)


  W w kolejnym poście przedstawię Wam pewien projekt, do udziału w którym chciałabym Was zachęcić. Zaglądajcie koniecznie!

Pozdrawiam,
Aleksandra



czwartek, 6 lutego 2014

Czuję wiosnę :)

10 komentarzy:
  Nie wiem jak Wy, ale ja czuję już w powietrzu nadchodzącą wiosnę. Wczoraj wróciłam do domu o 16:30, było jeszcze całkiem jasno i ptaszki tak niesamowicie ćwierkały, że buzia sama się uśmiechała :) 
  Takie okoliczności przyrody wręcz mnie zmuszają do stopniowych, wiosennych zmian w mieszkaniu. Pomału pozbywam się wszelkich czerwieni z mieszkania, które kojarzą mi się ze świętami. Wprowadzam natomiast biel, beże, błękity i czerń. W ostatni weekend znowu uszyłam z Mamą trzy nowe poszewki ;) 
Mam w planach także odnawianie mebli oraz drobne zmiany w sypialni. W tej drugiej kwestii już poczyniłam pierwsze kroki ;) 

Taki fajny miętowy pucharek udało mi się upolować jakiś czas temu w Empiku. 



Poszewka w drobniutkie groszki - jedna z uszytych w miniony weekend. 
100 % recykling - ze starej bluzki ;)


Pozostałe 2 poszewki (w kwiaty) uszyłam z zasłony kupionej w second handzie. Mają fantastyczny gruby materiał. Recycling jest super! :) 





A w następnym poście będzie o kolejnym sposobie na niskobudżetowe zmiany w mieszkaniu :) Pokażę Wam jak zmieniłam (z pomocą Męża oczywiście) wygląd kuchennej półki. Zaglądajcie!

Pozdrawiam Was ciepło,
Aleksandra :)

Ps. Witam wszystkich nowych obserwatorów :)